Dziewczyna powoli otarła łzy i wstała. Ostrożnie podeszła do okna. Uniosła rękę ku klamce, powoli otworzyła okno i wystawiła przyjaźnie rękę w kierunku ognistego ptaka. Sowa, odziwo nie odskoczyła, wręcz przeciwnie. Podała zaskoczonej brunetce list, dała pogłaskać się po dziobie i... odleciała.
Ostrożnie wzięła do ręki kopertę. Była ciężka. Na pergaminie był jakiś herb z czteroma zwierzętami i literą H, a z drugiej strony....
Panna A. Wright
Sypialnia nr 2
Blackness
Balmoral Road 28
Szkocja
Zdziwiła się. Kto mógłby napisać do niej list? Ostrożnie otworzyła kopertę i przeczytała:
Szanowna Panno Wright,
Mamy przyjemność poinformowania Pani, że została Panna przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca. Z wyrazami szacunku,
Minerwa McGonagall,
zastępca dyrektora
Stała osłupiała z listem w ręku, gdy nagle usłyszała dzwonek do drzwi.
Otrząsnęła się szybko po czym zeszła z drugiego piętra. Otworzyła drzwi.
W progu stała wysoka kobieta z czarnymi włosami w szmaragdowozielonej szacie. Miała srogą twarz i prostokątne okulary, a włosy były upięte w bułeczkowaty kok.
-Dzień Dobry, panno Wright - powiedziała. Jej wzrok powędrował na kopertę trzymaną w ręce dziewczyny. - Zapewne przeczytała pani już list?
Nie wiedziała dlaczego, ale poczuła bliskość przy tej kobiecie... jakby znajdowała się wśród swoich. Emanowała od niej ta energia co od niej.
-Skąd wie pani o liście? - spytała czarnowłosa marszcząc brwi.
-Jestem profesor McGonagall, zastępca dyrektora.
To zamknęło usta dziewczynie i otworzyła szerzej drzwi by wpuścić do swojego domu, jak się domyślała najprawdziwszą czarownicę. Czuła, nie wiedziała czemu, ale czuła, że postępuje właściwie.
Zamknęła za sobą drzwi i zaprosiła panią Minervę McGonagall do salonu by usiadła na na skromnej kanapie.
-Zrobić pani herbatę? - spytała nieśmiało bijąc się w myślach:
Nie powinnam wpuszczać obcej kobiety do domu...
Tak, ale ty ją znasz
Nie, nie znam.
Znasz. Poznajesz, w głębi duszy...
Z rozmyślania wyrwał ją głos kobiety:
-Tak, chętnie, poproszę.
Zniknęła z salonu i otworzyła drzwi prowadzące do kuchni.
Było to przestronne pomieszczenie. Ściany w kolorze żółtym, a szafki, stół, kszesła i lodówka w różnych odcieniach niebieskiego. Na parapecie znajdowało się wiele doniczek z uprawianymi roślinami: szczypiorkiem, rzeżuchą..., a na blacie można było znaleźć wiele soczystych owoców również uprawianych przez rodzinę Wright, tyle że w ogrodzie.
Przeszła przez kuchnię i wlała wodę do czajnika. Postawiła go na włączonym gazie i zaczęła przeszukiwać jedną z szafek w poszukiwaniu herbaty. Szybko ją zaparzyła i weszła z powrotem do salonu podając kawę pani profesor i usiadła na fotelu.
-Z tego listu, wynikałoby, że jestem... czarownicą? - spytała ostrożnie.
-Tak - odpowiedziała spokojnie.
-Czy jestem... mugolakiem?
Pani profesor gwałtownie zakrztusiła się herbatą.
-Skąd wiesz o mugolakach? - spytała zdumiona.
-Ja... - zaczęła nieśmiało i wyjęła z kieszeni mały, niebiesko - biały dzienniczek. - Mama powiedziała, że mój ojciec pisał go i kazał później mi go przekazać. Są tu znaczenia statusów krwi, kim jest czarodziej... myślałam, że mój ojciec to wymyślił... aż do dziś... ale... jestem mugolakiem?
-Nie. Nie jesteś. Jesteś półkrwi.
-Półkrwi? Mój ojciec był czarodziejem? - spytała zszokowana.
-Tak. Naprawdę dobrym. Zginął podczas wykonywania pewnej misji dla Zakonu Feniksa... - McGonagall zawiesiła głos spoglądając na dziewczynę. - Chciał powiedzieć twojej matce o tym dopiero po twych narodzinach, lecz nie zdążył...
Brunetka wpatrywała się w profesorkę bez słowa.
Przez tyle lat była pewna, że zginął podczas jakiegoś wybuchu gazu... to było dla niej zawiele...
-Cieszę się, że zginął w honorowej sprawie - powiedziała tylko.
McGonagall odchrząknęła.
-Wracając do tematu...
-Pani profesor, mogę o coś spytać? - przerwała profesorce, a ta kiwnęła cierpliwie głową. -Tu pisze tak - przekartkowała kilka stron notatnika. - W Hogwarcie były cztery domy: Slytherin, Gryffindoor, Hufflepuff i Ravenclaw. Każdego z nich nazwa pochodziła od nazwisk czterech przyjaciół i każdy z przyjaciół miał swoje cechy: Salazar Slytherin miał w sobie spryt i ambicję, Godryk Gryffindoor cenił męstwo i odwagę, Helga Hufflepuff była sprawiedliwa i lojalna, a Rowena Ravenclaw... kreatywna i inteligentna... - zamknęła notatnik i spytała. - W jakim domu był mój ojciec?
-Nie sądzę, byś musiała to wiedzieć. To nie istotne - przerwała jej oschle McGonagall.
Brunetka westchnęła. Po prostu chciała poznać, jeśli można tak to nazwać swojego ojca. Była ciekawska, ale chyba każdy byłby, gdyby z dnia na dzień dowiedział się o tym, że jest istotą magiczną.
-Nie o to chodzi... chciałabym go po prostu poznać... wie pani o co chodzi...
-Cóż, sokoro o to chodzi - głos McGonagall złagodniał. -Nad twoim ojcem Tiara Przydziału zastanawiała się dosyć długo... ale ostatecznie został przydzielony do Ravenclaw'u - powiedziała kobieta. - Jednak teraz musimy omówić jedną sprawę: Muszę Cię zabrać na ulicę Pokatną... oczywiście ustale to jeszcze z twoją matką, ale muszę wiedzieć kiedy będzie ci pasować?
-30 czerwca. Tylko... wiem, że można wymienić mugolskie pieniądze, ale... nie posiadam ich dużo...
-Twój ojciec miał skrytkę w Banku Gringotta - przerwała jej McGonagall. -Cóż... podeślę po ciebie jakiegoś ucznia by zaprowadził cię tego dnia na Pokątną, bo mi nie pasuje. Czekaj na niego o 9. Przyjdę jeszcze dzisiaj wieczorem, aby wyjaśnić wszystko twojej matce. Do zobaczenia wieczorem!
Zniknęła. Teleportowała się. Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
Co jeśli to sobie wyobraziła? Spojrzała z powrotem na kopertę z Hogwartu. Wzięła ją do ręki i poczuła jeszcze jedną kartkę. Zaskoczona wyjęła ją i odczytała:
HOGWART
SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA
UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
Standardowa księga zaklęć (l stopień) Mirandy Goshawk
Dzieje magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha
Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera
Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble’a
POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
l różdżka
l kociołek (cynowy, rozmiar 2) l zestaw szklanych lub kryształowych fiolek l teleskop
l miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ
Uśmiechnęła się promiennie. Naprawdę nią była. Była czarownicą. Położyła się z westchnieniem na kanapie i nie wiedząc kiedy... zasnęła zmęczona rewelacjami tego dnia...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest tu kto?
Cóż, wiem, że ktoś na pewno.
Tak czy siak ponownie proszę o komentarze, szczególnie te z krytyką. Jestem dopiero początkową autorką i chcę wiedzieć co mogłabym jeszcze poprawić :)
Pozdrawiam
Nicolette
środa, 16 marca 2016
I - Herbatka z Minerwą McGonagall
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Witaj,
OdpowiedzUsuńrozdział dobry, bez wielkiej akcji itp. Idealny pierwszy rozdział.
Czasami masz przejęzyczenia i minimalne błędy ortograficzne, ale komu one się nie zdarzają.
Ciekawie opisujesz, a wiedz mnie zaciekawić opisami jest naprawdę trudno.
Powiem tak - zanim przeczytałam rozdział uśmiechnęłam się. Tytuł mnie rozwalił. Świetny!
Ciekawi mnie jak mama Adri < tak skróciłam jej i moje imię > zareaguje. Będzie zaskoczona, a może wściekła, albo smutna, że jej córka musi wyjechać?
Czekam z niecierpliwością na następny :>
Pozdrawiam :*